Cześć, jestem Ania

Pielęgniarka, mentorka i edukatorka medyczna.

Dziś kocham swoją pracę i czuję się w niej spełniona, ale nie zawsze tak było. Czerpię ogromną radość z mojej działalności w social mediach, w których staram się edukować i pokazywać pielęgniarstwo takim, jakie jest naprawdę. Liczę na to, że dzielenie się moją trudną historią doda innym otuchy i siły do działania.

Pielęgniarstwo wybrałam zupełnym przypadkiem. Nie miałam żadnych z medycyną w rodzinie, ani starszej koleżanki, która opowiedziałaby mi jak naprawdę wygląda ta praca. W social mediach również nie znalazłam wtedy żadnego przewodnika, który pomógłby mi podjąć świadomą decyzję. Byłam po biol-chemie więc miałam ograniczone możliwości wyboru studiów i po prostu weszłam w to niemal z zamkniętymi oczami, szukając raczej akceptacji innych niż własnej drogi.

Studia przeszłam na autopilocie. Praktyki były nudne i powtarzalne, a wykładowcy i opiekunowie praktyk nie potrafili w żaden sposób pokazać realiów pracy pielęgniarki i realnie mnie nią zainteresować. Jedyna perspektywa o jakiej myślałam po dyplomie to wyjechać do Londynu i pracować jako kelnerka, gdzie zarabiało się naprawdę dobre pieniądze, byle nie w Polsce i nie w tym zawodzie.

Potem jednak życie napisało własny scenariusz. Przeprowadziłam się do innego miasta na magisterskie studia zaoczne i pomyślałam, że spróbuję pracy w szpitalu, bo co mi szkodzi, zawsze można się zwolnić.

Pechowo trafiłam w naprawdę okropne miejsce. Oddziałowa uprawiała mobbing w czystej postaci, poniżała i gnębiła młode osoby na każdym kroku, a koleżanki z zespołu nie ułatwiały pracy ani trochę. Płakałam w toalecie na wielu dyżurach i obwiniałam się o wszystko, myśląc że zasłużyłam na takie traktowanie bo za mało umiem, za wolno pracuję, jestem niewystarczająca. Wytrzymałam tam pół roku.

Potem były kolejne oddziały i kolejne ucieczki w nadziei, że gdzieś będzie lepiej. Szłam kompletnie po omacku nie kierując się swoimi wartościami, tylko uciekając od bólu i akceptując byle jakie oddziały i złe traktowanie, bo nie znałam niczego innego i nie sądziłam, że mogę stać się kowalem własnego losu i napisać sobie mój własny scenariusz.

Apogeum nastąpiło, gdy pracowałam na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej na dwunasto i dwudziestoczterogodzinnych dyżurach, równocześnie dorabiając w innym miejscu. Bardzo dużo pracowałam, mało jadłam, chudłam, nie spałam, a zdrowie zaczęło mi się sypać. Myślałam, że to normalne, bo przecież wszyscy wokół mnie tak pracowali i jakoś dawali radę.

Pewnego dnia obudziłam się w wynajmowanym pokoju zupełnie nie wiedząc jaki jest rok ani jak się nazywam. Zasnęłam w jeansach, bluzie i kurtce, z butami rzuconymi na środku pokoju, z drzwiami otwartymi na oścież. Przez chwilę myślałam, że wróciłam z jakiejś imprezy. Okazało się, że wróciłam z doby w pracy i nie pamiętałam ani sekundy drogi do domu.

Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że to nie jest normalne, że tak nie można żyć, że boję się o siebie i swoje zdrowie.

Chwilę później zrobiłam sobie urlop i wyjechałam na dwa tygodnie na obóz surfingowy do Portugalii. Byłam otoczona inspirującymi, pozytywnymi ludźmi, bez negatywnej energii, bez mobbingu i szydery. Moje serce zadrżało wtedy z tęsknoty za takim życiem. Ostatniego dnia na wyjeździe rozmawiałam z dwiema dziewczynami z hostelu i prosiłam je o radę. Jedna powiedziała mi coś, co słyszę w swojej głowie do dziś: "Pytasz o to, bo potrzebujesz potwierdzenia, że to co chcesz zrobić jest słuszne. Widzę jednak, że dawno podjęłaś już tę decyzję. Powinnaś posłuchać serca i zrobić to, co ci podpowiada."

Popłakałam się. Bo wiedziałam, że ma rację.

Wróciłam do Polski, rzuciłam pracę i wyjechałam w pierwsze lepsze miejsce w którym znalazłam możliwość wolontariatu. Tak trafiłam na Teneryfę. Pracowałam w hostelu w zamian za zakwaterowanie, a w szkole surfingowej i w kawiarni by zarobić na życie. Surfowałam każdego dnia, poznałam tysiące inspirujących ludzi i przepracowałam swoje wewnętrzne demony. Skupiłam się na głowie i na ciele, nauczyłam się słuchać siebie i priorytetyzować swój dobrostan. W momencie, gdy żyłam w końcu w całkowitej zgodzie ze sobą, zatęskniłam za pielęgniarstwem.

Zaczęłam więc szukać rozwiązań, możliwości i okazji do tego by wrócić do Polski i do zawodu, ale tym razem na własnych warunkach, z dokładnym planem, ze świadomością kim jestem i czego chcę, z nastawieniem by nie godzić się na "bare minimum". Ułożyłam sobie w głowie swoje cele zawodowe, a po powrocie do pracy skutecznie je zrealizowałam.

Dziś kocham to, co robię. Spełniam się w specjalizacji, która mnie fascynuje. Staram się być jak najlepszą pielęgniarką dla swoich pacjentów i jak najlepszą osobą dla samej siebie. Czerpię ogromną radość z pracy, która kiedyś mnie wykańczała.

Cała ta droga zajęła mi 7 lat i 7 oddziałów. Kosztowała mnie płacz w toalecie, bóle brzucha na samą myśl o pracy, mierzenie się z mobbingiem, przepracowaniem, problemami zdrowotnymi a finalnie z wypaleniem zawodowym.

Ty nie musisz przez to przechodzić. Właśnie po to tu jestem.

Wykształcenie i doświadczenie

Magister pielęgniarstwa

Specjalistka anestezjologii i intensywnej opieki

Kursy: toczenie krwi, RKO, EKG, leczenie ran, ILS

7 lat pracy w zawodzie na 7 różnych oddziałach, obecnie na bloku operacyjnym jako pielęgniarka anestezjologiczna

Moja misja

Chcę, by żadna młoda czy nowa w zawodzie osoba nie musiała nigdy przechodzić przez to piekło, przez które ja przechodziłam. Chcę pomagać w odnajdywaniu własnej drogi w pielęgniarstwie w 60 minut, zamiast lat błądzenia po omacku. Chcę pokazać innym, że pielęgniarstwo może być naprawdę satysfakcjonujące i dawać ogrom możliwości rozwoju, o ile mamy zasoby, by to dostrzec.